155
Na ten punkt trzeba bardzo nalegać, ponieważ środki finansowe są okazją do słabości, zwłaszcza we wspólnotach parafialnych, kiedy łatwe i przyjemne życie kapłanów, a nawet biskupów, nie pobudza do naśladowania Jezusa Chrystusa, lecz raczej prowadzi do potępienia duszy. Jakże Duch Święty mógłby w duszach interweniować, jeśli kapłan idzie na łatwiznę nie tłumacząc ludziom znaczenia grzechu i przedstawia im, że Bóg jest miłosierny i łatwo przebacza wszystko bez potrzeby żalu i skruchy i zadośćuczynienia.
Ze wszystkich dachów trzeba krzyczeć, że Droga Krzyżowa jest przez Niebo pożądana. Idąc za krzyżem Jezusa Chrystusa pomaga się wpierw zbawieniu bliźniego, bo tą pokutę Dobry Bóg wykorzystuje; czyli raczej Dobry Bóg posługuje się tą pokutą dla zbawienia bliźniego. Jeżeli realizuje się pierwszą część przykazania Bożego, realizuje się tym samym drugą część tego przykazania miłości. Czy to jest rzeczywiście miłość względem Boga, kiedy Mszę odprawia się twarzą do ludu, jakby ona adresowana była do ludu a nie do Boga? Kapłani winni Mszę odprawiać w ten sposób, aby zdać sobie sprawę, że jedynie służba Bogu i cześć Boga są celem w tej ofierze. Wszystko inne jest niczym innym jak tylko uzupełnieniem czy dodatkiem. Za wiele kapłani głoszą o sprawach życia bieżącego i o miłości bliźniego, ogólnie i w szczególności zapominając, że to właśnie miłość Boga jest tą, która prowadzi do miłości bliźniego i prawdziwego miłosierdzia. Taki sposób działania, przez praktykowanie wyrzeczenia i pokuty pozwoliłoby zbawić tysiące i tysiące dusz, gdyby naprawdę wprowadzony był w czyn. Tyle dusz, jak płatki śniegu wpada do piekła, jak to często przypominają dusze uprzywilejowane. Jeżeli biskupi i kapłani będą się upierali w zachowaniu tej rujnującej postawy, tysiące i tysiące kościołów nie będą już Kościołem, co teraz już zaczyna się stawać. Dla tysięcy i tysięcy wiernych współczesne kazania w kościołach są okazją do zaniedbania służby Bogu i w konsekwencji są to, więc narzędzia śmierci, ponieważ nie prowadzą do nieba, ani nieba nie przypominają. To wszystko przyszło, ponieważ kapłan pofolgował sobie i nie żyje już według pierwszego przykazania miłości Boga. Tak jak jabłko, wewnątrz posiada robaka i nie jest już przewodnikiem takim, jakim być powinien. Gdyby biskupi i kapłani żyli według praw ustanowionych przez Pana nie mielibyście tej katastrofy, którą teraz widzicie w Rzymie. Gdyby tak było Pan nasz nie zniósłby, aby ktokolwiek inny niż Papież Paweł VI mógł rządzić w jego imieniu. Ta rzeczywistość, która wyszła poza Watykanem jest dziełem masonerii. Lecz gdyby na całym świecie, miliony wiernych zjednoczyły się w praktykach religijnych, aby się modlić i pokutować i cały czas prosić Boga, aby nas wyprowadził z tej sytuacji, niebo nie pozwoliłoby, aby ta katastrofa przyszła. Gdyby zorganizowano krucjaty modlitw, Rzym byłby jeszcze Rzymem. To także jeszcze muszę powiedzieć: tysiącom dzisiejszych kapłanów powiedzieć muszę, że kobiety stać się mogą ich zgubą, a to by się nie stało, gdyby uzbroili się w modlitwę. Gdyby kapłani wzięli swój brewiarz i karmili się nauką Doktorów Kościoła, którzy dzięki modlitwie mają tak wielkie poznanie człowieka, sprawy by się dla nich zmieniły; w przeciwnym razie należeć będą do tych tysięcy i tysięcy kapłanów, którzy obecnie żyją w grzechu śmiertelnym. Tysiące kapłanów żyje poza łaską i nie odmawiają już brewiarza, tak jak ja to czyniłem. Gdybym był przynajmniej zawołał o pomoc do mojego Anioła Stróża, ale niestety, odrzuciłem wszelkie środki, które pozwoliłyby mi poprawić się i postępując za modą życiową zaniedbałem wychowanie młodzieży; a jednak ja byłem lepszy niż współcześni kapłani i młodzież. To ostrzeżenie powinno być światłem dla kapłanów, którzy znajdują się na drodze zatracenia.Niegdyś było
wielu kapłanów, którzy czuwali nad swoim uświęceniem, ale dziś przyswoili sobie
szeroką drogę, a więc drogę na zatracenie.
156
Jeśli się za
nich nie będzie modlić, jeśli nie powstaną dusze pokutne, aby ich bronić i
wyjednać im łaskę, są zgubieni. To wydaje się niewiarygodne, to jest tragiczne,
ale zmuszony jestem powiedzieć to tak, jak jest. To jest tym bardziej
tragiczne, bo Bóg nasz nie jest Bogiem, który przypomina kukłę z cukru. On
utworzył prawa i te prawa są wieczne. Trzeba je przestrzegać, a wierni nie
powinni słuchać tych kapłanów, którzy są zwolennikami zmian, bo to nie
duchowieństwo ustala prawa tylko Pan, a Jego prawa pozostaną wieczne. Nie na
próżno Pan nasz powiedział w Ewangelii, że lepiej jest być jednookim w
Królestwie Bożym niż z dwoma oczami w piekle. Faktycznie, w naszych czasach
przez wzrok kapłan zatraca się coraz bardziej. Obecnie kapłani nie umartwiają
wzroku. O wiele za dużo obrazów przyjmują do serca swego, które zamącają ich
życie wewnętrzne. To zaczyna się od telewizji i szerzy się dalej w pracy parafialnej,
gdzie kobiety są teraz w większości. Niegdyś kobiety miały w kościele głowy
nakryte. Obecnie tego nie praktykują. A więc po co ołtarz odwracać przed ludzi?
Ja, Verdi-Garandieu odprawiałem Mszę odwrócony tyłem do ludzi i mimo to
zostałem uwiedziony przez kobietę; kapłani dzisiejsi, odwróceni twarzą do ludu,
więcej mają pokus niż kiedyś. Nie na próżno Pan w Ewangelii powiedział, że
lepiej wejść jednookim (do królestwa) albo z jedną ręką i jedną nogą niż wpaść
do straszliwych cierpień piekła z dwoma oczami, dwoma rękoma i dwoma nogami.
Czyżby kapłani myśleli, że Ewangelia straciła dziś swoją wartość i że kucharzyć
mogą według swego smaku? Czy może wierzą, że Pan Jezus mówił tylko do ludzi,
wśród których wykonywał swoje posłannictwo? W Jego czasach noszono szaty
długie. Kapłanom nie przychodzi na myśl, że On raczej mówił do ludzi naszej
epoki, w której zguba rozszerza się coraz bardziej środkami technicznymi i w
której nikt nie jest zdolny zapobiec temu, co się dzieje. To jest gorejąca
otchłań potępienia, której nie można ugasić inaczej jak tylko przez deszcz
wysiłków czynionych przez pewną ilość dobrych kapłanów, którzy walczą tu i tam.
Pan Bóg zawsze zwraca się do wolnej woli każdego. Oprócz tego jest Biblia.
Ewangelia w szczególności i wszystkie poselstwa, które bez przerwy przypominają
dyrektywy ustalone przez Pana. Jeżeli wzbraniamy się ich słuchać, niebo nic
pomóc nie może, zwłaszcza, jeśli ktoś zabawia się w przystosowywanie Ewangelii
na swój własny gust. Jeśli całe to miłosierdzie odrzuca się na wiatr, cóż niebo
może? Jakże działać może łaska, jeśli nie czyta się już Świętych Ksiąg - ani
książek pisanych przez świętych, na przykład życie Katarzyny Emmerich albo
Proboszcza z Ars, albo Ojca Pio, który naszej epoce dał wielki przykład. Każdy
z tych świętych odczuwa tę samą miłość dla tej samej ofiary, w tym samym
wyrzeczeniu przez miłość dla drugich. Pokuta tych świętych przyjęta została
przez Najwyższego. On byłby gotów przyjąć jeszcze inne ofiary, inne
zadośćuczynienia w intencji nawrócenia grzeszników. Często Dobry Bóg chciałby,
aby ludzie byli zdolni mu powiedzieć: “Przyjmuję cierpienia, które mi
nałożyłeś; użycz mi łaski, abym mógł znieść w intencji nawrócenia tego czy
tamtego". Często jednak trzeba stwierdzić, że gdy Pan zsyła cierpienia,
chrześcijanie bardzo często je odpychają ze zgrozą i ze wszystkich sił.
Człowiek zbyt często czyni wszystko, aby tylko uniknąć cierpień. Należałoby,
aby kapłani zrozumieli to i wyjaśnili wiernym. Według pierwszego przykazania
nie żyją wszyscy ci, którzy odrzucają cierpienie i starają się go uniknąć. Z
wolą Bożą zgadzamy się wtedy, kiedy mówimy “Niech się stanie Twoja, a nie moja
wola". Ten sposób uczestniczenia w agonii Chrystusa byłby najlepszym
uczczeniem miłości Boga. Jeśli cierpienie złączone było z przyjęciem Woli Bożej
nabrało bardzo wielkiej Wartości. Jakkolwiek dotkliwe są niektóre cierpienia,
gdy się je połączy z cierpieniami Chrystusa dadzą jeszcze większe uświęcenie i
zadośćuczynienie za grzechy drugich.
Myślę o tych
wszystkich cierpieniach, jakie istnieją w stanie małżeńskim, a które się
odrzuca, w nadziei, że kiedyś może będzie można się odłączyć od swego partnera;
a jednak, jeśli ONO (cierpienie) byłoby dobrze znoszone, mogłoby się to
cierpienie przyczynić do wielkiego zadośćuczynienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz