157
Tysiące i tysiące ludzi mogłoby cierpieć myśląc o drugich i te cierpienia nie byłyby stracone. , To wszystko jest dzisiaj w waszym kościele katolickim zupełnie zapomniane. Bardzo rzadko mówi się o tym z ambony, a to jest fakt powszechny. Naśladowanie Jezusa Chrystusa i troska o zbawienie bliźniego to najważniejsze, reszta jest drugorzędna, i to jest zawarte w aforyzmie: “Kochaj bliźniego jak siebie samego". Gdyby Chrystus wrócił wśród nas, byłoby tysiące i tysiące ludzi, którzy uważaliby go jeszcze za buntownika i za szaleńca.
Wszyscy, którzy iść chcą za Jezusem Chrystusem, dziś są uważani za szalonych. Zamiast iść ku górze schodzi się w dół; i tylu kapłanów nie głosi już tych prawd, bo one są dla nich samych żywym wyrzutem, bo nie żyją według nich. Gdyby sami cnoty zachowywali, więcej mogliby wymagać od ludzi. Często ja sam nie chcę, jakżeż mogę wymagać tego od drugich. To jest naprawdę stan tragiczny, jaki teraz w kościele katolickim przeżywacie. Od kapłanów, aż do kardynałów w Rzymie ciągnie się ten stan. Gdyby kapłani żyli jak Chrystus i Apostołowie prowadziliby dusze na drogę bardziej oświeconą i pewniejszą. Jak św. Jan Chrzciciel i Jezus w swoim czasie głosili — nawrócić się trzeba i pokutować. Obecnie tylu kapłanów walczy przeciwko wysiłkom i dobru, ponieważ sami skierowali się ku złu. Oni są na drodze szerokiej wiodącej do otchłani. To należy kapłanom mówić w oczy, ale w sposób, który respektuje prawa psychologii i wykazuje, że pragnie się ich dobra. Nie chodzi o to, aby im powiedzieć, że są źli, ale należy posługiwać się psychologią, żeby ich zachęcić, aby sami zawrócili ze swej drogi. Należy ich zapytać, przynajmniej ogólnie, żeby dowiedzieć się czy przestali się modlić czy nie doprowadzić ich do zrozumienia, że sprawy Boga wyjaśniać można tylko przez modlitwę, tak samo jak i troskę o zbawienie duszy. Co do tych, którzy są w stanie znieść odpychanie, można by się posłużyć tymi (nawróconymi) i dzięki Bogu przyprowadzić ich z powrotem. Natury są odmienne. Trzeba to wziąć pod uwagę, jak to czynił Ojciec Pio. Może niektórzy kapłani są ofiarą nieświadomości, ale większość wie dobrze, do jakiego upadku doszła; przypomnienie im ich powołania mogłaby sprowadzić ich z powrotem na drogę prawą i do Boga. W każdym razie wszyscy lepiej kierowaliby duszami, którymi mają się zajmować, gdyby weszli na drogę wyrzeczenia. To jest wielka prawda, którą wolałbym przemilczeć, ale Ci z góry (wskazuje do góry) każą mi ją wyznać i przypomnieć, mimo że jestem w piekle, do którego nigdy nie myślałem, że się dostanę. Ileż cierpienia zniósłbym na kolanach w obronie swojej trzody, gdybym mógł wrócić na ziemię! Nawet przyjąłbym męczeństwo, żeby uratować moją trzodę i nawet wielokrotnie. Przyjąłbym je dobrowolnie z najwyższym poświęceniem, gdyby taka była Wola Tych z góry (wskazuje do góry). Moim pierwszym celem byłoby realizowanie najpierw pierwszego przykazania i szukanie sposobów jak uczcić Go i stać się godnym tego przykazania. Prosiłbym o Oświecenie, co do Jego Woli wobec mnie. Jest zasada, która mówi, że wobec wątpliwości wybrać trzeba tę drogę, która jest trudniejsza. Czy kapłani i wierni myślą o tej zasadzie? To pozostało tylko przysłowiem. Bóg tego nie wyraził, ale to jest całkowicie zgodne z obecną sytuacją. Tysiące kapłanów znajduje się na drodze do zatracenia, bo wybrali drogę łatwiejszą. Tak, wybrali drogę najmniejszego oporu. To nie jest sposób, który znalazł upodobanie w oczach Boga.Trzeba
umieć, według słów św. Pawła, umieć rozróżnić możliwe rozwiązanie, a wybrać
najlepsze. Modlić się trzeba do Ducha Świętego na kolanach, jak to już mówił
Belzebub, Judasz i wszystkie inne demony przede mną. Każdy musi poznać swoje
powołanie, ponieważ Pan ma dla każdego plan dokładny. Już dla szacunku wobec
Pana i z powodu własnego stanowiska, kapłan powinien przedstawiać się wielkim
autorytetem. Powinien do ludzi się zbliżać i pozwolić się szanować, ponieważ
idzie drogą, o której im mówi, a która odpowiada jego powołaniu.
158
Wierni muszą
widzieć przed sobą kogoś, kto daje im przykład a nie kogoś, kto ich prowadzi na
potępienie, albo mimo, że jest kapłanem, żyje na drodze potępienia. Między
kapłanem, a osobą świecką winien być dystans. Najwyższy chciał zawsze tego, bo
kapłan jest skarbcem błogosławieństw. Kapłan przypominać musi tego wielkiego
kapłana, którym jest Chrystus i tym samym zasłużyć na szacunek wiernych. Przez
swoje życie musi niezmordowanie przypominać jak wielki majestat przedstawia
Boskość i wierzyć, że obowiązkiem jest Jego adorować i kochać Go jak tego żąda.
To jest sprawa, której nauczać trzeba od wczesnego dzieciństwa. Najmłodsze nawet
dzieci trzeba prowadzić do kościoła w ten sposób, żeby przechodząc przed
Tabernakulum przyzwyczaiły się uklęknąć z największym szacunkiem. Trzeba im
pomóc wielbić Przenajświętszy Sakrament Ołtarza odmawiając modlitwy takie jak
ta: “Niechaj będzie uwielbiony i uczczony Przenajświętszy Sakrament Ołtarza.
Dzieci zachęcać należy do wzywania Świętych, żeby ci Aniołowie pomogli im
wysławiać Majestat Boży i wielkość Trójcy Przenajświętszej w najwyższym niebie.
Czym jest kościół, który nie jest zdolny do wzniesienia serc ku Trójcy
Przenajświętszej? Czym jest Kościół, — który nie przedstawia Boga jako Istotę
ponad wszystkimi ludźmi, który nie wykazuje najwyższej Świętości Trójcy
Przenajświętszej i nie przypomina więcej, że sprawą absolutnie konieczną jest
podobać się Najwyższemu w niebie? Jeśli kapłani tego nie czynią, to
przynajmniej rodzice powinni to czynić wobec swoich dzieci. Nigdy nie należy
przestawać oddawania czci Bogu, nawet, kiedy w danym środowisku stan dusz jest
zły i przykry. Przyjmując cierpienia trzeba potrafić dziękować Bogu za
zwycięstwo nasze odniesione przez nas w tej trudności. Na kolanach powinno się
dziękować Bogu za cierpienia, które nam zsyła, abyśmy się mogli poprawić i
wejść na drogę cnoty. Ci, którzy przed trudnościami i cierpieniami uciekają
skazani są na utracenie cnoty. W poprzednich wiekach zawsze byli kapłani,
którzy znajdowali się na wysokości swego powołania, ale i za naszych czasów są
tacy, którzy żyją w takich samych, bardzo skromnych warunkach i ponieważ pokój
Boży noszą w swoim sercu przezwyciężają wszystko na ziemi. Jaki pożytek ma
człowiek, który cały świat zdobył, ale sam siebie zgubił lub zaszkodził swej
duszy?. Muszę wam powiedzieć, ja Verdi Garandieu, że nasza epoka jest bardzo
źle w tej sprawie objaśniona. To jest epoka, w której nie ma żadnej miłości
bliźniego i w tej epoce kościół winien głosić wyłącznie miłość do Boga, aby
rozpalić miłość do bliźniego. Prawdziwa miłość bliźniego zaczyna się od troski
o jego duszę nie o ciało. Czyż nie jest lepiej, aby ludzie ginęli od zarazy i
wojny i wszelkiego rodzaju cierpień, a ratując dusze zdobyli chwałę Bożą? Poza
tym, ludzie żyjący w luksusach i przyjemnościach ziemskich, są w wielkim
niebezpieczeństwie zgubienia swych dusz. Miłosierdzie świadczone na sposób
masoński czuć zgubieniem. To jest zatracenie tylu dusz, bo to nie jest
prawdziwa miłość bliźniego tylko hipokryzja. Gdyby (kapłani) wiedzieli, na
jakie zatracenie narażają swoich wiernych nie przemawialiby nigdy tak jak
teraz. Jasne jest, że drugim trzeba pomóc materialnie zwłaszcza, jeśli nędzę
cierpią, ale to nie jest główna sprawa. Główną sprawą jest wierność nauce;
której powinno się bronić, aby swojej duszy nie zaprzedać. Praktykować miłość
bliźniego znaczy sprowadzić go na drogę prawa. Niestety tysiące kapłanów, pod
kierownictwem swych biskupów i kardynałów narzucili kościołowi ten sposób
praktykowania miłosierdzia; co czyniąc zmienili cnotę, która już nie jest tym,
czego Bóg sobie życzy. Prawdziwa miłość bliźniego nie przedstawia się nigdy bez
troski o jego duszę, nawet, jeśli on cierpi, kiedy wykazuje mu się prawdę, jest
to także uczynek miłości bliźniego. On później pozna, że w skutkach było to dla
niego prawdziwe lekarstwo.
W swojej mowie z ambony kapłan winien używać bicza i mocnych słów, ponieważ w wieczności istnieje sprawiedliwość; i ponieważ istnieje piekło, o którym już więcej nie mówią, bo sami w nie; nie wierzą. Nie wierzą nawet w niebo, w jego najwyższej rzeczywistości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz