21
Widzę Kościół całkiem samotny, całkiem opuszczony! Wygląda on jakby wszyscy uciekli. Dookoła niego wszystko jest w walce. Wszędzie widziałam wielką biedę i nienawiść, zdradę i rozgoryczenie, niepokój, bezsilność i całkowitą ślepotę.
10 października: Widziałam Kościół św. Piotra, który
zburzony był aż do prezbiterium i wielkiego ołtarza. Św. Archanioł Michał
zstąpił opasany i uzbrojony, do Kościoła i bronił swym mieczem wstępu wielu
złym pasterzom, którzy chcieli się do niego wedrzeć. Cała przednia część kościoła
była już rozebrana, a pozostało tylko Tabernakulum z Przenajświętszym
Sakramentem. Wtedy spostrzegłam Majestatyczną Panią. Wznosiła się Ona ponad
wielkim placem przed Kościołem. Jej szeroki płaszcz spoczywał spięty na
ramionach i unosiła się cicho w górę. I wreszcie stanęła na kopule i rozciągała
szeroko swój płaszcz nad całą przestrzenią Kościoła, który to płaszcz
promieniował, świecił jak złoto. Ci co burzyli kościół właśnie cośkolwiek
spoczęli, a gdy chcieli się znowu zabrać do pracy, nie mogli, nie mogli w żaden
sposób zbliżyć się tam, gdzie Ona osłaniała kościół swym płaszczem! Z drugiej
zaś strony powstała teraz niezmierna praca budujących. Przyszło wielu silnych
młodych ludzi, duchownych i świeckich, przyszły kobiety i dzieci. Przyszli także
całkiem starzy, ułomni, zapomniani mężczyźni, a budynek (kościół) został znowu
postawiony. Teraz zobaczyłam nowego papieża zbliżającego się z procesją, był on
o wiele młodszy i surowszy jak poprzedni papież. Przyjęto go z wielką
uroczystością. Zdawało się, że chce on Kościół poświęcić, ale usłyszałam głos,
że nie potrzebuje on nowego poświęcenia, ponieważ pozostał Najświętszy
Sakrament. Powinna być podwójna wielka uroczystość; Powszechny Jubileusz i
odbudowa prawdziwa Kościoła. Przedtem aniżeli papież zaczął tę uroczystość
przygotował już swych ludzi, którzy usunęli całkiem bez sprzeciwu wielką ilość
znacznych i mniej znacznych duchownych. I widziałam, że opuścili oni zebrania,
ze złością i szemraniem. I wziął do swej służby całkiem innych ludzi, duchownych
i świeckich. Wtedy zaczęła się wielka uroczystość w Kościele św. Piotra.
30 grudnia: Znowu widziałam Kościół św. Piotra z
jego wysoką kopułą. Na niej stał św. Michał w krwawo czerwonej sukni, z wielką
bojową chorągwią w ręce. Na ziemi trwała wielka wojna. Zieloni i niebiescy
walczyli przeciwko białym, a biali, którzy mieli nad sobą czerwony miecz
zdawali się całkiem ginąć. Wszyscy jednak nie wiedzieli dlaczego walczą.
Kościół był całkiem krwawo — czerwony jak Anioł i zostało mi powiedziane, że
zostanie on obmyty krwią. Im dłużej trwała wojna. Anioł zstąpił na ziemię i
przystąpił do tych białych walczących i widziałam go wielokrotnie przed
wszystkimi walczącymi. Wtedy wstąpiła w nich cudowna dzielność, nie wiedzieli
oni skąd im się to wzięło. On wstąpił pomiędzy nieprzyjaciół i pobił ich, i
uciekli na wszystkie strony. Ponad zwycięskimi białymi zniknął teraz ten
płomienny miecz. Podczas walki przechodziły do nich stale wielkie gromady
przeciwników, a raz nawet cały wielki tłum. Nad walczącymi ukazały się w przestworzu
Zastępy Świętych, którzy wskazywali i rękami oznaczali, wskazywali. Byli oni
różni, ale wszyscy jednego ducha. Kiedy Anioł zstąpił z dachu Kościoła,
zobaczyłam nad nim (Kościołem) na niebie wielki jaśniejący Krzyż, na którym
wisiał Zbawiciel, z którego Ran wychodziły wiązki świecących promieni
rozszerzające się nad światem. Rany były czerwone jak jaśniejące, promieniujące
bramy ze słoneczne żółtym środkiem. Nie miał on cierniowej korony, ale ze
wszystkich Jego Ran Głowy wychodziły promienie na wszystkie strony świata.
Promienie z rąk, boku i stóp wychodziły w kolorach tęczy i dzieliły się
pięknie, tak, że większa ilość złączonych, szła na wsie, miasta, domy, przez
cały świat. Widziałam je tu i tam, daleko i blisko, padające na różnych
pracujących i wciągały dusze, które dotknęły się jednej z tych kolorów do Ran
Pana.
22
Promienie
padające z Rany Boku, spadały na stojący na dole Kościół w bardzo obfitym,
szerokim strumieniu. Kościół cały jaśniał od tego, a przez ten wpływ promieni,
widziałam większość dusz wchodzących do Pana. Widziałam także czerwone świecące
Serce, unoszące się na niebie, z którego szła wielka wiązka, jak droga,
promieni do Rany Boku i od którego rozszerzała się inna wiązka promieni nad
Kościołem i wielu okolicami. — A promienie te wciągały wiele dusz, które przez
Serce i przez tą wiązkę promieni wchodziły do Boku Jezusa. — Zostało mi
powiedziane, że Maryja jest tym Sercem. Kiedy walka skończyła się na ziemi,
kościół i Anioł, który zniknął, stały się białe i świecące. Także krzyż zniknął,
a zamiast niego stała na kościele biała, wysoka, jaśniejąca Pani i rozciągała
swój złoty jaśniejący płaszcz szeroko nad nim. Na placu przed kościołem tłumy
ludzi w pokorze jednały się ze sobą. Następowało pojednanie. Widziałam biskupów
i pasterzy zbliżających się i wymieniających swe księgi, a sekty uznały Kościół
przez jego cudowne zwycięstwo, przez światło objawienia, które same widziały
jak na nie świeciły. Światła te były z promieni wychodzącymi ze źródła jeziora,
które powstało z Jana. Kiedy widziałam to zjednoczenie doznałam głębokiego
odczucia, że zbliża się Królestwo Boże. Odczułam światło i wyższe życie w
naturze i świętą ruchliwość we wszystkich ludziach, jak w czasie bliskim
Narodzenia Chrystusa Pana, i odczułam zbliżanie się Królestwa Bożego, tak, że
byłam zmuszona biec mu naprzeciw i do wydania radosnych okrzyków!”.
Z ŻYCIA OPĘTANEJ
MŁODOŚĆ
Na życzenie
wydawcy napisała opętana życiorys. Pomimo, że ta kobieta wobec jej zdrowia i
wielkiej odległości jej wioski od miejsca wyższych szkół, mogła skończyć tylko
szkołę podstawową — odznacza się jednak nieprzeciętną inteligencją, szybkim
refleksem i dobrą pamięcią. Z jej napisanego na maszynie życiorysu bierzemy, co
następuje: Dla dyskrecji opuściliśmy nazwy miejscowości, a z powodu braku miejsca,
skracamy jej wypowiedzi. Moi rodzice mieszkali w małym wiejskim dworku.
Miejscowość jest bardzo odległa od miasta. Urodziłam się w roku 1937 i to w
niedzielę w uroczystość Najświętszej Maryi Panny Szkaplerznej (16 lipca), w
którą to uroczystość są zawsze przyjmowane dzieci do Bractwa Matki Boskiej
Szkaplerznej (szczególne poświęcenie się Matce Bożej). We wtorek (l7 VII)
zostałam ochrzczona. Według wypowiedzi matki, jako osesek krzyczałam
niewiarygodnie, spałam bardzo mało lub wcale. Z tego powodu matka miała wiele
kłopotów i trosk. Robiło to wrażenie jakby coś tam z jelitami nie było w
porządku. Jednak, nie to było przyczyną tego niepokojącego, niespokojnego mego
zachowania, a jeżeli coś tam z tego było, to tylko w małym stopniu. Na wiosnę
1944 r. udałam się po raz pierwszy do szkoły. Byłam bojaźliwym bardzo spokojnym
dzieckiem. Nauka szła mi łatwo szczególnie czytanie, pisanie i opowiadanie nie
było dla mnie żadnym problemem. Najmilszym miejscem mego odpoczynku był potok,
gdzie siadałam na trawie i rwałam kwiatki. Często przychodziły tam także moje
koleżanki zabawy i moczyłyśmy nogi w wodzie i mówiłyśmy o różnych rzeczach, o
których lubią mówić dzieci w tym wieku. Często rozmawiałyśmy także o sprawach
religijnych: niebie, piekle, czyśćcu. Z drugiego na trzeci rok szkolny
przypadła moja pierwsza Komunia św. Tą sprawę traktowałam z wielką powagą i
przygotowałam się na to jak tylko mogłam najlepiej. Czas szkoły przeszedł mi
bez znaczniejszych wypadków. Często bardzo wcześnie wychodziłam na pole i
starałam się być pożyteczną. Także moi młodzi bracia wymagali ode mnie dużo
czasu i pracy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz