19
Widziałam kościół św. Piotra (w Rzymie) “Widziałam niezmierzoną liczbę ludzi zatrudnionych przy burzeniu kościoła św. Piotra. Widziałam także innych, którzy go znowu budowali, (odbudowywali). Ciągły się linie robotników pomocniczych przez cały świat, a ja dziwowałam się nad tym związkiem, (jaki on ma z tą sprawą). Zrywający zrywali cale kawały muru, a było między nimi szczególnie wiele należących do sekt i odszczepieńców. Jakby według przepisu i reguły ci ludzie burzyli, (ktoś nimi kierował). Jedni ubrani byli na biało, odziani w fartuchy otoczone niebieską oblamówką z kieszeniami, mieli za pasem kielnie murarskie.
Inni ubrani byli różnie. Byli przy tym wielcy i znaczni ludzie w
mundurach, którzy jednak nie pracowali, tylko znaczyli kielnią na murach, gdzie
i w jaki sposób robotnicy mają burzyć. Niekiedy, kiedy zaraz nie wiedzieli jak
powinni burzyć, zbliżali się do jednego ze swoich, aby być pewnym, ten miał
wielką księgę, w której był jakoby opisany cały budynek, w jaki sposób go
burzyć. Następnie dokładnie oznaczali jakieś miejsce murarską kielnią i prędko
te miejsca były burzone. Ludzie ci rwali mury, cegły, całkiem spokojnie i
bezpiecznie, a wszystko szło przy tym zastrachane, ciche i wyczekujące.
Widziałam modlącego się papieża. Był on otoczony fałszywymi przyjaciółmi,
którzy często czynili coś przeciwnego aniżeli on zarządził. Widziałam pewnego
małego czarnego światowego człowieka w pełnej działalności przeciwko
Kościołowi: Podczas gdy jedna strona była burzona, z drugiej strony była znów
odbudowywana, ale bez entuzjazmu i większego zaangażowania. Widziałam wielu
duchownych, a jeden szedł nie pozwalając sobie przeszkadzać — właśnie między
tymi burzącymi i rozkazał wstrzymanie i odbudowę. Innych kapłanów widziałam
leniwie odmawiających ich brewiarz i w międzyczasie przynoszących kamyczek (do
odbudowy), który nieśli pod płaszczem, jako wielki “rarytas", albo
podawali go innym. Zdawało się, że nie mają oni wszyscy żadnego zaufania,
żadnej ochoty, żadnego polecenia i nie wiedzieli wcale, o co tu chodzi!
Przedstawiało się to nędznie, bardzo nędznie! Od początku sierpnia aż do końca
października 1820 r. trwałam w nieustających prośbach, modłach za Ojca św. z
powodu tego widzenia, które opisałam i opisuję dalej: — Widzę nowych
męczenników, nie w chwili obecnej, lecz w przyszłości... Widzę, że już idą
naprzód... Widziałam — mówiła dalej — ludzi, którzy stale burzyli wielki
kościół i widziałam przy nich obrzydliwego potwora, zwierzę, które wyszło z
morza. Miał on Ogon jak ryba, a łapy jak lew i wiele głów, które znajdowały się
dookoła jednej wielkiej głowy na wzór korony. Miał wielki czerwony pysk.
Zwierzę było pocętkowane jak tygrys, a z burzącymi kościół był na poufałej
stopie. Leżał on często między nimi, podczas gdy oni pracowali, chodzili także
często do jaskini, w której się niekiedy ukrywał. Podczas tego widziałam tu i
ówdzie na całym świecie wielu dobrych ludzi, męczonych, a szczególnie
duchownych, zamykanych i uciskanych i miałam odczucie, ze kiedyś będą oni
nowymi męczennikami. Kiedy kościół był już w dużym stopniu zburzony, tak, że
pozostało już tylko prezbiterium z ołtarzem, widziałam tych burzących, razem z
potworem pchającym się do kościoła... ale znaleźli tu (w kościele) wielką
piękną Niewiastę, Panią. Zdawało się, że była w błogosławionym stanie, ponieważ
szła Ona tylko powoli, na ten Jej widok, nieprzyjaciele bardzo się przerazili,
a potwór nie mógł uczynić ani jednego kroku naprzód... Wyciągnął on swoją głowę
ze złością za tą Niewiastą jakoby chciał Ją pożreć. Widziałam, więc teraz tego
potwora jak uciekał znowu do morza, a nieprzyjaciele biegali tu i tam
zmieszani. Nastąpił wśród nich wielki chaos, ponieważ dookoła kościoła
przybliżały się z daleka wielkie kręgi obrońców itd.
Dziesiątego
sierpnia mówi: — “Widzę Ojca Świętego w wielkim ucisku. Mieszka on w innym
pałacu i dopuszcza do siebie tylko niektórych, zaufanych... Gdyby zła partia...
znała swoją siłę to by już uderzyła...
20
Obawiam się,
że Ojciec święty przed swym końcem, będzie musiał wycierpieć jeszcze, większe
uciski... Widzę tylni czarny Kościół jak rośnie, jak rośnie i wywiera zły wpływ
na charaktery. Zagrożenie dla Ojca św. i Kościoła jest tak wielkie, że trzeba
błagać Boga dzień i noc... Polecono mi modlić się wiele za Kościół i papieża...
Zostałam tej nocy zaprowadzona do Rzymu, gdzie ukryty jest jeszcze Ojciec św.,
który jest w wielkim ucisku. Aby ujść złym posądzeniom zamieszkał osobno...
Jest on bardzo smutny, słaby, wyczerpany, wyczerpany troską i modlitwą. Ukrył
się on przede wszystkim dlatego, ponieważ może zaufać tylko niewielkiej liczbie
ludzi... Jest jednak przy nim stary, skromny, bardzo pobożny kapłan, który jest
jego przyjacielem, którego jako tak prostego nie uważano, żeby go usuwać od
papieża, jako człowieka nic nie znaczącego... Mąż ten jednak posiadał wiele
łask Bożych. Widzi on i spostrzega wiele rzeczy i wiernie donosi o tym Ojcu
Świętemu... W ten sposób jest on ostrzeżony, przed tym człowiekiem, który
dotychczas wszystko robił, a teraz nic już nie będzie robił... Papież jest tak
słaby, że o własnych siłach nie może już iść. Pierwszego października: Kościół
— biadała ona — jest w wielkim niebezpieczeństwie, muszę na rozkaz z góry,
prosić każdego, który do mnie przychodzi — o „Ojcze Nasz” w intencji Kościoła,
papieża. Trzeba błagać Boga, aby papież nie opuszczał Rzymu, bo przez to
opuszczenie powstałaby wielka szkoda. Trzeba błagać Boga, aby otrzymał On Ducha
Świętego. Czwartego października: Dzisiaj w nocy widziałam św. Franciszka
niosącego papieża i Kościół... Później widziałam Kościół św. Piotra niesiony
przez pewnego małego mężczyzną na barkach, który ma w twarzy coś żydowskiego.
Wydawało się to całkiem niebezpieczne. Maryja stała na północnej stronie
kościoła i rozciągała chroniący swój płaszcz. Mały mężczyzna zdawał się
załamywać. Powinni mu pomagać w niesieniu tych dwunastu, których widzę stale
jako nowych kapłanów, ale przychodzili oni troszkę za powoli. Zdawał się on już
upadać, w końcu oni jednak przyszli i postąpili pod ten kościół, pomogło nieść
także wielu Aniołów. Pozostała już tylko podłoga i tylna część - wszystko inne
było zburzone przez tajną sektę i sługi kościoła. Zanieśli oni kościół na inne
miejsce i zdawało się, jakby więcej pałaców jak pochyla się pole kłosów podczas
żniwa. Kiedy widziałam kościół św. Piotra w jego zburzonym stanie i tak wielu
duchownych pracujących przy dziele zburzenia, chociaż czynił to jeden przed
drugim skrycie, odczułam z tego powodu taki smutek, że gwałtownie zawołałam do
Jezusa, aby się ulitował! I zobaczyłam mego Niebieskiego Oblubieńca, jako
młodzieńca i długo On ze mną rozmawiał. Powiedział mi między innymi, co oznacza
to przemienienie, przetransportowanie Kościoła, ŻE ON POZORNIE CAŁKIEM UPADNIE,
ŻE JEDNAK Z TYCH, CO GO PRZENOSILI ZOSTANIE ON ZNOWU W SPOKOJU PODNIESIONY,
ODRODZONY. Jeżeli pozostanie choćby jeden prawdziwy katolik może Kościół znowu
zwyciężyć, ponieważ został on założony nie z rozumu i rady ludzi (nie z
mądrości ludzkiej). Pokazał On mi, że nigdy nie brakowało modlących się i
cierpiących za Kościół. Zostało mi także pokazane, że wtedy nie będzie
chrześcijan w starym sensie. Zostałam bardzo zasmucona przez ten obraz. 7
października:, Kiedy szłam z Franciszką i pewnym świętym przez Rzym,
widzieliśmy wielki pałac od dołu do góry w płomieniach. Byłam bardzo zasmucona,
że mieszkańcy mogliby spłonąć, bo nikt nie gasił.
Kiedyśmy się
jednak zbliżyli, ogień się zagasił, a dom był czarny i opalony. Szliśmy przez
wiele wspaniałych sal i doszliśmy do papieża. Siedział on w ciemności i spał w
wielkim krześle, był on bardzo chory i nieprzytomny, nie mógł wcale chodzić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz